FUERTEVENTURA W JEDEN DZIEŃ - CO WARTO ZOBACZYĆ?


        Fuerteventura jest na tyle małą wyspą, że w jeden dzień można zobaczyć większość jej atrakcji i punktów widokowych. Jeżeli planujecie wynająć samochód i samemu zobaczyć najważniejsze punkty na mapie tej wyspy - ten tekst jest właśnie dla was. Na mapce poniżej zobaczycie przybliżoną trasę, z zaznaczonymi najważniejszymi punktami.

Źródło: Google Maps

       Nasz hotel znajdował się w Caleta de Fuste, dlatego to właśnie tam zaczyna się i kończy trasa. Stolicą Fuerty jest Puerto del Rosario, ale mimo, że nasza trasa przebiegała przez to miasto, to przewodniczka zapewniła nas, że nie ma tam nic ciekawego do zobaczenia, a miejscowość pełni tylko funkcję administracyjną. Tym samym, udaliśmy się prosto na wydmy Corralejo, które stanowią park. Po raz kolejny przekonałam się tam, że Fuerteventura to raj dla surferów - wiatr dosłownie hulał! Miejsce zdecydowanie warte jest zobaczenia, chociażby dlatego, że widać z niego wyspę Lobos i Lanzarote. Mnie natomiast nie zachwyciło, dlatego nie będę udawać, że jest to must-see tej wycieczki.

Na terenie parku obowiązuje zakaz budowania jakichkolwiek hoteli - ale jak widać wszystko jest możliwe przy odpowiednich... znajomościach? Przynajmniej tak sugerowała nasza przewodniczka ;)
   
      Corralejo przez swoją otwartą przestrzeń skutecznie przegoniło nas swoim wiatrem, dlatego udaliśmy się prosto do Morro Velosa Statues. To pierwszy punkt widokowy na naszej liście. Znajduje się tam pomnik królów Majos. Przesąd głosi, że dotknięcie ich "skarbów" przyniesie turystom szczęście. Warto tam wyciągnąć aparaty fotograficzne - widoki są nieziemskie! A dla osób aktywnych, lubiących piesze wycieczki, to bardzo dobry punkt wypadowy do Betancurii. Odległość to około 2,5 kilometra. 


Dacie wiarę, że te dwa zdjęcia są zrobione w tym samym miejscu? Zapewniam, że tak! :)

      Po zrobieniu miliona zdjęć udałyśmy się do Betancurii - dawnej stolicy wyspy i chyba najbardziej urokliwego miejsca, jakie tam widziałam. Miasteczko jest bardzo małe, ale wyjątkowo romantyczne. Mieszkańcy uszanowali dawną architekturę nie dodając do niej nowoczesnych "udogodnień" ani nowych budynków, dzięki czemu zachowało ono swój charakter. Brawo, dla mieszkańców Fuerty!
Polecam w tym miejscu po prostu się zgubić - idzcie przed siebie. Nie zginiecie na pewno, nawet gdybyście chcieli, a zobaczycie wszystkie urokliwe zakątki, m.in.starówkę i kościół św. Marii - jego zdjęcie znajdziecie tutaj.

Urokliwa kawiarnia. Znajdziecie ją bardzo łatwo - Betancuria to tylko kilka uliczek.


      Zauroczone Betancurią udałyśmy się do kolejnego punktu widokowego, który na mapach google znajdziecie jako Viewpoint Las Peñitas. To mała zatoczka, z której rozpościera się krajobraz sięgający aż do morza. Zdjęcie z tego punktu wstawiałam już do jednego z poprzednich postów, ale to świadczy tylko o uroku tego miejsca. ;)


      Naszym kolejnym przystankiem była czarna plaża w Ajuy. Warto zatrzymać się tam na dłużej i przespacerować do grot skalnych. Prowadzi do nich prosta trasa wzdłuż morza, a widoki warte są wysiłku. Jest to też dobre miejsce na chwilę odpoczynku, kąpiel w morzu, opalanie i obiad - w restauracji przy plaży podają smakowicie wyglądające ryby, ale niestety nie powiem wam jak smakują, bo sama ich nie próbowałam. 

Trasa prowadząca do grot skalnych. Spacer trwa około 10 minut.

Wybrzeże zawdzięcza swój czarny kolor wulkanicznemu pochodzeniu.

        Z Ajuy wybrałyśmy się do Casa Pepe - fermy kóz i wielbłądów, gdzie można było kupić wyrabiane na miejscu sery, spróbować lokalnych win i dżemu z kaktusa. Świetne miejsce, żeby zaopatrzyć się w pamiątki i posmakować lokalnych specjałów. Tylko uwaga na kozy - mojej mamie prawie zjadły torebkę! ;)



        Fuerteventura nazywana jest wyspą wiatraków, dlatego kolejnego punktu nie mogło zabraknąć na mapie naszej wycieczki. Udałyśmy się by obejrzeć stary młyn i spróbować wyrobów z gofio - prażonej mąki z pszenicy, żyta lub kukurydzy. Dzięki wcześniejszemu uprażeniu mąka ma ciemny kolor oraz aromatyczny zapach. To kolejna rzecz, którą warto zakupić podczas wycieczki, jeżeli doceniacie lokalne tradycje i smaki. 

Szukając tego miejsca na mapach google wpiszcie: "Los Molinos Centro de Interpretacion"

      Ostatnim punktem na naszej mapie była plantacja aloesu Aloe Vera Finca. Tutaj też nie będę was okłamywać - miejsce nie jest bardzo porywające, ale jeżeli chcecie przywieźć z wyspy kosmetyki z aloesu, z których to miejsce słynie, to na pewno tutaj kupicie je najlepsze. Kremy, które są dostępne na straganach za kilka euro z aloesem mają niewiele wspólnego, uwierzcie mi. Dlatego uznajcie ten punkt jako polecany przeze mnie, ale nieobowiązkowy. 

Plantacja Aloe Vera

      Na tym kończę mój długi wpis dotyczący północnej części wyspy. Do tej pory żałuję, że nie udało nam się zwiedzić jeszcze półwyspu Jandia, Morro Jable i Willi Gustawa Wintera. Jeżeli kiedyś jeszcze będę miała okazję być na tej wyspie, to na pewno zacznę zwiedzanie od tych punktów. Odpuściłyśmy natomiast zwiedzanie Lanzarote, ponieważ uznałyśmy, że kiedyś wybierzemy się tam osobno i spędzimy cały tydzień bez pośpiechu. Napiszcie proszę, jeżeli znacie inne piękne miejsca na wyspie! 
A. 





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

8 POWODÓW, DLA KTÓRYCH WARTO ODWIEDZIĆ TURCJĘ

PLUSY I MINUSY PODRÓŻY POZA SEZONEM

5 RZECZY, KTÓRE ZASKOCZYŁY MNIE NA FUERTEVENTURZE